Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2020

Rabka, 78 lat później… Pamiętamy.

W Dzień Zaduszny wspominamy tych, którzy odeszli. Jest to dzień smutku, dzień pełen wspomnień, dumań i westchnień. W tym szczególnym dniu chcielibyśmy wspomnieć żydowskie ofiary historii, jaka miała miejsce ponad 78 lat temu w rabczańskim uzdrowisku.

W 1979 roku „Tygodnik Powszechny” opublikował artykuł autorstwa Pauliny Keiner pod tytułem „Lament”. Rodzice autorki zostali zamordowani w masowych egzekucjach, przeprowadzanych w lasku za budynkiem niemieckiej Szkoły Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Na podstawie rodzinnych losów napisała artykuł, który jest hołdem dla wszystkich pomordowanych i ostrzeżeniem dla żyjących. Zapraszamy do wysłuchania tekstu w wykonaniu Laury Listkowskiej przy akompaniamencie Aliny Jabłońskiej.


W 1940 roku w Rabce umieszczono niemiecką Szkołę Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa, która kształciła przyszłe kadry Gestapo i Kripo oraz funkcjonariuszy podległych im jednostek. Od października 1940 do stycznia 1945 roku szkoła mieściła się w willi „Tereska”. Przed wojną mieściło się tutaj Sanatoryjne Gimnazjum Żeńskie im. Św. Teresy. Właścicielka budynku Irena Szczuka zaangażowana była w działalność konspiracyjną. Po przejęciu budynku pozbawiono ją mieszkania. W czerwcu 1942 roku została aresztowana i wywieziona do KL Auschwitz. Tam zmarła na tyfus w październiku 1942 roku.

niedziela, 15 grudnia 2013

Partyzanci radzieccy w Gorcach - cz. 2

Na omawianym obszarze współpracę podejmował IV batalion kpt. Juliana Zapały ps. “Lampart”. Współdziałanie bojowe miało miejsce w bitwie pod Ochotnicą (18-21 października 1944 r.), po której Rosjanie udzielili schronienia oddziałom Armii Krajowej w swojej bazie[25]. Ponadto dokonano razem kilku akcji na posterunki policji, żandarmerii i straży granicznej (między innymi zrobiono zasadzkę na pododdział straży granicznej w Łomnicy[26], czy wypad aprowizacyjny na majątek w Falsztynie pod Niedzicą)[27]

Kpt. Julian Zapała ''Lampart''

niedziela, 8 grudnia 2013

Partyzanci radzieccy w Gorcach - cz. 1

"Ruch oporu w Gorcach w latach 1939-1945" - taki tytuł nosi praca magisterska Michała Bali, której trzeci rozdział prezentujemy naszym Czytelnikom. Praca, której promotorem jest dr. hab. prof. Uniwersytetu Pedagogicznego Marek Herma, została obroniona 26 czerwca 2013 roku na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Serdecznie gratulujemy zdobycia tytułu magistra i dziękujemy za przesłany artykuł, a Czytelników naszej strony zapraszamy do lektury.

Ofensywa Armii Czerwonej w latach 1943 i 1944 spowodowała, że część oddziałów partyzanckich otrzymała rozkaz marszu na zachód, dla wzmocnienia tamtejszego, praktycznie nieistniejącego ruchu oporu podległego Moskwie. Blisko dziewięćdziesiąt oddziałów, złożonych z 20 tysięcy partyzantów, wysłano do Polski celem walki z Niemcami i promowania interesów radzieckich[1].

Partyzanci radzieccy idą na bojowe zadanie

sobota, 30 listopada 2013

Postscriptum do artykułu "Zagadka, którą kryje willa „Krzywoń” - czyli rzecz o rabczańskim Goralenvolku"

Może żaden rozrachunek pookupacyjny nie wywołał w naszym społeczeństwie tylu rozmaitych i sprzecznych poglądów, namiętnych dyskusyj, odmiennych ocen, a wreszcie i goryczy - co sprawa t. zw. "Goralenvolku". Dotyczy ona całego Podhala w najszerszym tego słowa znaczeniu, a więc zarówno Skalnego Podhala, jak właściwego Podhala i t. zw. dalszego, tu terenu zamieszkałego przez ludność, której charakterystyczną cechą zewnętrzną jest regionalna odrębność stroju.

Powtarzając za Kazimierzem Tetmajerem, Podhale zaczyna się i kończy tam gdzie ludność męska nosi białe, góralskie "portki". Rozciąga się więc na przestrzeni powiatów: nowotarskiego, nowosądeckiego, limanowskiego, myślenickiego, wadowickiego i żywieckiego, obejmując cały powiat nowotarski, a z innych przeważnie południowe, górzyste ich połacie.

Dr Stanisław Kosiński, Dziennik Polski, 3 listopada 1946 r.

4 listopada 1946 roku rozpoczął się w Zakopanem proces przeciwko działaczom Goralenvolku. Rozprawa toczyła się do 22 listopada w budynku "Palace", gdzie w czasie okupacji znajdowała się placówka Tajnej Policji Państwowej - Gestapo. Na ławie oskarżonych zasiedli: Józef Cukier z Zakopanego, Tomasz Kościelniak i Stanisław Mul z Rabki oraz Antoni Kęsek i Antoni Tomala ze Szczawnicy. Sprawozdania z przebiegu procesu dzień po dniu publikował na swoich łamach Dziennik Polski. Artykuły oraz relacje z procesu działaczy Goralenvolku, opublikowane przez Dziennik Polski w listopadzie 1946 roku zestawiliśmy w postaci elektronicznej publikacji.

Z uczuciem głębokiego wzruszenia zabieram na tej sali głos jako oskarżyciel publiczny. Oto dziwnym zrządzeniem losu proces w tak drażliwej i bolesnej nie tylko dla Podhala, ale dla całego narodu polskiego sprawie góralszczyzny odbywa się w budynku, który przez długie lata okupacji był dla nas symbolem brutalnego bezprawia, terroru, męki i śmierci, w budynku, z którego najlepsi synowie Polski wyprowadzani byli na dalszą gehennę obozów koncentracyjnych lub śmierci, dając przykład postępowania jakże odmiennego od kilku zdrajców i odszczepieńców. Dali oni dowody, że Podhale było, jest i zawsze będzie polskie. Teraz w budynku tym zasiada w całym majestacie Sąd Rzeczypospolitej. Proces Cukra i towarzyszy ma znaczenie zasadnicze, historyczne, proces konieczny dla rozładowania atmosfery wzajemnej nieufności i uprzedzenia. Proces niejako rehabilitacyjny całej góralszczyzny

Prokurator Jan Brandys, Dziennik Polski, 20 listopada 1946 r.

Goralenvolk przed sądem - artykuły prasowe
z Dziennika Polskiego, listopad 1946 r.

czwartek, 31 października 2013

Zagadka, którą kryje willa „Krzywoń” - czyli rzecz o rabczańskim Goralenvolku - cz. 2

Stanisław Mul pochodził z Sokołowa pod Rzeszowem. Od stycznia 1932 roku pracował jako adwokat na Śląsku. Gdy wybuchła wojna opuścił Śląsk, a jesienią 1939 roku przybył do Rabki. W lipcu 1942 roku Andrzej Wójciak, przewodniczący Rabczańskiej Delegatury Komitetu Góralskiego, zaproponował mu posadę sekretarza z miesięczną pensją 400 zł. Mul, który w tym czasie poszukiwał stałego zajęcia, gdyż groziła mu wywózka na przymusowe roboty do Niemiec, natychmiast przyjął tą propozycję. Jako inteligent bardzo szybko stał się najważniejszym członkiem delegatury, a co za tym idzie - zyskał zaufanie przełożonych z Zakopanego.


Sekretarz Rabczańskiej Delegatury
Komitetu Góralskiego
Stanisław Mul

Wielkie oszustwo Mula 


Nauczeni fiaskiem „akcji góralskiej” na innych terenach, duet Krzeptowski - Mul postanowił tym razem działać inaczej. Wraz z niemieckim starostą nowotarskim, Hansem Malsfeyem, ustalono, iż kenkarty identyfikacyjne polskie nie będą w Rabce wydawane w ogóle, a zamiast nich – te oznaczone literą „G”. Aby zmusić mieszkańców do przyjmowania tych kart członkowie „Komitetu" straszyli opornych utratą majątku i wysiedleniem. Antoni Poskanka: W związku z wydawaniem kart rozpoznawczych w Rabce był wielki tłok przy ich wydawaniu i kilka dni chodziłem nim ją otrzymałem. Otrzymałem góralską kartę w styczniu 1943 roku chociaż chciałem polską. Za 20 zł można było otrzymać polską, ale ja nie miałem pieniędzy. Urzędnik obiecał, że jak wezmę kartę góralską, będę miał robotę, a jak nie wezmę, nie będę miał roboty. (…) Biorąc kartę byłem zalękniony, był tłok, człowiek nie wiedział, sam co robi. (…) Jeśli kto zapłacił, to mu wymieniano góralską kartę na polską. 

niedziela, 20 października 2013

Zagadka, którą kryje willa „Krzywoń” - czyli rzecz o rabczańskim Goralenvolku - cz. 1

Idąc ulicą Parkową, tuż za dawną restauracją „Gwiazda”, mijamy budynek pod numerem 3, wille „Krzywoń” – obecnie siedzibę m.in. Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych – dziś szary i ponury, w niczym nie przypomina dostojnego gmachu, o jakże barwnej przeszłości.

Rabka, willa "Krzywoń" przed wojną.

Wybudowana w pierwszej połowie lat 60-tych XIX wieku willa „Pod Scholastyką”, bo taką wówczas nosiła nazwę, należała do najbardziej reprezentacyjnych obiektów rabczańskiego Zakładu Kąpielowego, którego właścicielem w tym czasie był Julian Zubrzycki. Właściciel zakładu wymienił ją w sześciostronicowym „Opisie Zakładu zdrojowego w Rabce”, z 1869 roku sporządzonym na potrzeby Komisji Balneologicznej. Więcej informacji na jej temat znajdziemy w pierwszym przewodniku po uzdrowisku, autorstwa lekarza zdrojowego dr Franciszka Mieczysław Głuchowskiego, który w 1888 roku pisał, że w willi udostępniono kuracjuszom 16 mieszkań składających się z 20 pokoi. Poza tym willa była w tym czasie siedzibą cesarsko-królewskiej poczty i pełniła tę rolę, aż do czasu oddania do użytku nowego jej gmachu w 1929 roku. Prócz normalnych usług pocztowych, willa „Krzywoń” mieściła też stację pocztową i kurierską, z której korzystały setki kuracjuszy. Po przejęciu funkcji pocztowych przez nowy budynek, willa nadal była obiektem publicznym. Siedzibę miała w niej Komisja Zdrojowa, której przewodniczącym był m. in. Kazimierz Pfeifer. W latach okupacji w willi urzędował Zarząd Gminy.

W połowie 1942 roku siedzibę w willi „Krzywoń” znalazła kolejna „instytucja” – Delegatura Rabczańska „Ruchu Góralskiego” – Goralenvolk…

Inspekcja w Rabce gubernatora Hansa Franka (pierwszy z lewej) w 1940 roku.
Na drugim planie górale w strojach ludowych.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Forstschutzkommando w Rabce - nowe zdjęcia

W listopadzie ubiegłego roku zamieściliśmy artykuł pt. "Tajemnicze zdjęcia - Forstschutzkommando w Rabce". Dzięki uprzejmości Pana Marka Kruka, otrzymaliśmy kolejne zdjęcia, które są uzupełnieniem tego artykułu. Tym razem na odwrocie jednej z udostępnionionych fotografii widnieje napis: "Ostatni dzień ćwiczeń na zakończenie kursu przed Prezydentem lasu z Krakowa w czasie marszu. Rabka 6.V.1944 r." 

Plac ćwiczeń obok budynków fundacji Wilhelma i Marii Fränklów.
W
idoczne zabudowania na Łęgach. Fot. ze zbiorów Marka Kruka.

Plac ćwiczeń obok budynków fundacji Wilhelma i Marii Fränklów. 
Z tyłu fotografii podpis: Ostatni dzień ćwiczeń na zakończenie kursu
przed Prezydentem lasu z Krakowa w czasie marszu. Rabka 6.V.1944 r.

Fot. ze zbiorów Marka Kruka.

Zdjęcia do których dotarliśmy wcześniej datowane są na 9.V.1944 r. Czyżby to była pomyłka, czy może w tym czasie odbyło się kilka kursów dla różnych brygad? Tego niestety nie udało nam się ustalić. Ciekawe jest to, że fotografie przedstawiające ćwiczenia Fortschutzkommando w Rabce pochodzą z różnych, niezależnych od siebie źródeł, co wskazuje, że takich zdjęć musi być dużo więcej.

Zespół Historia Rabki dziękuje Markowi Krukowi za udostępnienie archiwalnych fotografii.

niedziela, 24 marca 2013

Tajemnica willi „Erem” - cz. 3

Obiekty


Omawianie rabczańskich lokali konspiracyjnych i ich przeznaczenia należy rozpocząć od dolnej Rabki. Okolice stacji kolejowej to dwa ważne ogniwa – gabinet dr Czelnego, znajdujący się na stacji kolejowej, oraz apteka Stanisława Miętusa. Oba obiekty pełniły rolę punktów i skrzynek kontaktowych.

Stacja kolejowa w Rabce.

niedziela, 17 marca 2013

Tajemnica willi „Erem” - cz. 2

Konspiracja


3 września 1939 roku wojska niemieckie zajęły Rabkę. Ks. Dunikowski i jego współpracownicy z PCK od pierwszego dnia wojny nieśli pomoc rannym i uciekinierom. Potrzebujący zgłaszali się do „Eremu” lub Kaplicy Zdrojowej. Udzielano im porad lekarskich i pomocy rzeczowo-pieniężnej.


Kaplica Zdrojowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus w czasie okupacji.
Fot. ze zbiorów Antoniego Trybowskiego.

wtorek, 20 listopada 2012

Tajemnicze zdjęcia - Forstschutzkommando w Rabce

Efektem zeszłorocznego spotkania pt. "W stronę pojednania" był współorganizowany przez nas w Miejskim Ośrodku Kultury, 19 sierpnia bieżącego roku, wieczór autorski Wernera Odera poświęcony promocji polskiego wydania jego historyczno-biograficznej książki pt. "Walcząc z demonami nazizmu". Wydarzenie to spotkało się z wielkim zainteresowaniem mieszkańców Rabki i okolic. Jednym z przybyłych gości był Czesław Sadłowski, który podczas spotkania zaprezentował kilka fotografii pochodzących z okresu II wojny światowej. Niektóre z nich przedstawiały postacie w niemieckich uniformach wojskowych podczas ćwiczeń na terenie Rabki.
Czesław Sadłowski (w środku) prezentuje zdjęcia
z okresu II wojny światowej.
Źródło: http://www.photojanografia.region-rabka.pl/

czwartek, 14 czerwca 2012

Partyzancka pamiątka

Na początku lutego 2012 roku, do Komendanta Powiatowego Policji w Nowym Targu wpłynęło pismo z informacją o miejscu ukrycia broni pochodzącej z czasów II wojny światowej. Opisano w nim położenie skrytki i sposób dostępu do niej. Na podstawie tych informacji, 17 lutego 2012 roku, funkcjonariusze rabczańskiego komisariatu policji dokonali przeszukania wskazanego budynku w Rabce-Zdroju. Podczas rewizji odnaleziono niemiecki pistolet maszynowy MP-40 o numerze 58017, popularnie nazywany Schmeisser, wraz z magazynkiem i amunicją. Zapewne wiele osób zastanawia się do kogo owa broń należała. Historię całego zamieszania przedstawił nam na spotkaniu Andrzej Chimiczewski, który swoją opowieść rozpoczął od 1905 roku. 
Skrytka w której znajdowała się broń z czasów II wojny światowej.
Źródło: http://nowy-targ.policja.gov.pl/

sobota, 2 czerwca 2012

Goralische Sport Verein

W zawiązku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Europy w piłce nożnej, których gospodarzem jest między innymi Polska, chcielibyśmy przypomnieć Państwu artykuł, zamieszczony na stronie www.rabka.pl, dotyczący początków historii piłki nożnej w Rabce autorstwa Wiesława Nowaka pt.


Uzupełnieniem tego artykułu jest list nadesłany nam przez Józefa Szewczyka, w którym autor wspomina okupacyjną historię drużyny piłkarskiej w Rabce.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rodzina w wirze historii cz. 2

Działania wojenne wygasły, w miejsce niemieckich władz wojskowych, pod koniec września, w Rabce rozpoczęła działalność administracja okupacyjna. Sanatoria, pensjonaty i większe domy zostały skonfiskowane przez władze okupacyjne. W części z nich utworzono domy wypoczynkowe i szpitale dla żołnierzy niemieckich, część została przeznaczona na kwatery dla wojskowych i cywilnych pracowników administracji, kolejne stały się siedzibami niemieckich instytucji i przedsiębiorstw.
Niemiecki personel wraz z młodzieżą Hitlerjugend
na schodach prowadzących do willi "Jaworzyna"

sobota, 31 marca 2012

Rodzina w wirze historii cz. 1

W 2008 roku Tygodnik Podhalański zamieścił artykuł Marka Kalinowskiego „Rabczanin pozywa Rosję”. Dziennikarz we wstępie artykułu pisał: Pozwał do Trybunału Praw Człowieka Federację Rosyjską. Chciał, żeby świat wreszcie poznał całą prawdę o ojcu – spokojnym weterynarzu z Rabki, który z przestrzeloną potylicą spoczywa w zimnym dole pod Charkowem. Nie boi się pan drażnić niedźwiedzia? – pytał dziennikarz Jerzego Janowca, rabczanina, harcerza, emerytowanego architekta – Nie boję się. Ja kiedyś, jeszcze za komuny, zrobiłem ojcu symboliczną mogiłę na rabczańskim starym cmentarzu. Na pomniku umieściłem zdjęcie i napisałem, że tata zginął w Charkowie, zamordowany przez NKWD. Ludzie pielgrzymowali do tego grobu. Moi koledzy z harcerstwa przyprowadzali potajemnie na cmentarz całe zastępy zuchów. Wtedy się nie bałem i teraz się nie boję. Co zmusiło do takiej decyzji Jerzego Janowca, aby to zrozumieć musimy choć w przybliżeniu poznać losy jego rodziny.

Widok na Zaryte i Luboń z Bani

czwartek, 5 stycznia 2012

Za to groziła śmierć – Rabczanie z pomocą Żydom

Obok tragedii przeżywanej przez społeczeństwo polskie, dziesiątkowane przez wroga, trwa na naszych ziemiach od roku blisko potworna, planowana rzeź Żydów. Masowy ten mord nie znajduje przykładu w dziejach świata, bledną przy nim wszelkie znane w historii okrucieństwa. Niemowlęta, dzieci, młodzież, dorośli, starcy, kaleki, chorzy, zdrowi, mężczyźni, kobiety, Żydzi, bez żadnej przyczyny innej, niż przynależność do narodu żydowskiego, są bezlitośnie mordowani, truci gazami, zakopywani żywcem, strącani z pięter na bruk, przed śmiercią przechodząc dodatkową mękę powolnego konania, piekło poniewierki i cynicznego pastwienia się katów.
(fragment Odezwy Kierownictwa Walki Cywilnej,
Biuletyn Informacyjny
, 16 września 1942 r.)

Polscy Żydzi. Źródło: http://www.bagnowka.com/

czwartek, 29 września 2011

„Zegarek od chrzestnej matki”

1 września 1939 roku w godzinach porannych wojska niemieckie i słowackie przekroczyły południową granicę Polski. Rozpoczęła się II wojna światowa. Grozę tych pierwszych okupacyjnych dni wspomina Kazimierz Romański: Wybuch wojny zastał mnie na punkcie obserwacyjnym Ligi Obrony Kraju, który był umieszczony na Gilówce. Składał się on z dwóch podoficerów Wojska Polskiego i kilku ochotników z terenu Rabki. Obserwacje z tego punktu prowadzone były na kilka dni przed wybuchem wojny. Mieliśmy do dyspozycji plansze z sylwetkami niemieckich samolotów. Punkt wyposażony był w aparat telefoniczny. Meldunki z takiego punktu, a była ich cała siatka na terenie kraju, kierowane były do centrali LOK gdzie na odpowiednich mapach nanoszono kierunek lotu, ilość i rodzaj samolotów nieprzyjacielskich. W godzinach popołudniowych otrzymaliśmy rozkaz aby zniszczyć wyposażenie punktu i udać się w kierunku Myślenic. Wieczorem kolejny rozkaz nakazał nam powrót na opuszczone stanowisko gdyż uderzenie wojsk niemieckich zostało powstrzymane przez żołnierzy Maczka. Noc spędziliśmy w Lubniu. Rankiem 2 września 1939 roku powróciliśmy do Rabki. Tłumy uciekinierów przewalały się przez ulice uzdrowiska. Wieczorem otrzymaliśmy rozkaz wycofania się w kierunku Mszany Dolnej, tam byliśmy świadkami pierwszego bombardowania miasta przez samoloty nieprzyjacielskie. 3 września byliśmy w Nowym Sączu, tam dowiedzieliśmy się, że Anglia i Francja przystąpiły do wojny. Mimo to nasz odwrót trwał nadal. Kolejnym etapem był Tarnów, gdzie ze względu na sytuację wojenną nasza drużyna została rozwiązana. My jednak w dalszym ciągu maszerowaliśmy na wschód. Dotarliśmy aż pod Równe. Tam 17 września 1939 roku byłem naocznym świadkiem wkraczania wojsk sowieckich do Polski. Patrzyłem na niekończące się kolumny jeńców polskich eskortowanych przez żołnierzy sowieckich, pędzeni byli na wschód. Widziałem łzy w oczach obserwujących te sceny ludzi. Tak skończył się „sen o szpadzie”. Zawróciłem do Lwowa. Tam zachorowałem. Po wyzdrowieniu postanowiłem wracać do domu. Zostałem jednak schwytany podczas próby nielegalnego przekraczania granicy radziecko–niemieckiej i umieszczony w sowieckim obozie przejściowym. Szczęście jednak mnie nie opuściło, zdołałem zbiec. Po kilkutygodniowej tułaczce dotarłem wreszcie do domu.

Pierwsze dni września 1939 roku,
uciekinierzy w okolicach Rabki

środa, 13 lipca 2011

„Pedagodzy” z Kriminalpolizei*

Ktokolwiek będzie w Zakopanem, powinien pójść na ulicę Chałubińskiego i przystanąć przed nowoczesnym, dwupiętrowym gmachem, którego jasna sylwetka odcina się wyraźnie od ciemnozielonych smreków Antołówki. Powinien przystanąć i podumać trochę w skupieniu przed domem, który w latach przedwojennych należał do reprezentacyjnych pensjonatów zakopiańskich, a który w czasie wojny stał się dla Zakopanego i Podhala tym, czym ulica Montelupich dla Krakowa, Aleja Szucha dla Warszawy, Fort VII czy „Dom Żołnierza” dla Poznania. Ten gmach to „Palace”. I podobnie jak w Krakowie starczyło powiedzieć „wzięli go na Montelupich” a w Warszawie „na Szuch”, dla ludności Podhala starczyło to jedno słowo, które pod pałacową nazwą kryło upiorną treść. Nawet w najbardziej zapadłym przysiółku góralskim wiedziano dobrze, co się dzieje w „Palacach” (bo górale tak wymawiali to słowo), komu i do czego służył ten elegancki gmach zakopiański.

Włodzimierz Wnuk
(Walka podziemna na szczytach, Warszawa 1985)

Historia tej zakopiańskiej katowni jest dość dobrze znana ludności Podhala. Dla Rabczan taką katownią była willa "Tereska". Czteropiętrowy gmach, znajdujący się przy ulicy Słonecznej w Rabce, przed wojną mieścił pierwsze w Polsce Gimnazjum Sanatoryjne, w którym kształciły się młode dziewczęta. W czasie wojny budynek ten stał się siedzibą Szkoły Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa, a jego okolice miejscem masowych mordów niewinnej ludności. Rzec można, że ironią losu stało się to, że budynek, w którym mieściła się szkoła o najwyższych ideałach wychowawczych polskiej oświaty, stał się siedzibą założonej przez faszystów szkoły zwyrodniałych oprawców.

Willa „Tereska” i jej okolice stały się Miejscem Pamięci Narodowej

niedziela, 9 stycznia 2011

Wojenne losy „Jadwigi” i „Biruty”

Zapraszamy Czytelników do zapoznania się z ostatanią publikowaną przez nas pracą wyróżnioną na konkursie "Losy Bliskich i Losy Dalekich - życie Polaków w latach 1914-1989", która nosi tytuł "Wojenne losy „Jadwigi” i „Biruty” (ze wspomnień Elfrydy Trybowskiej)" Autorkami jej są uczennice Gimnazjum nr 1 w Rabce Zdroju, Ewa Wrzeszczak i Paulina Żółtek.

Dwunastego dnia lutego 1909 roku, we wsi Ciężkowice koło Tarnowa, na świat przyszedł syn Jana i Moniki, Czesław Trybowski. Ojciec był kolejarzem. Przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę pełnił funkcję kierownika pociągów na trasie Kraków-Wiedeń, a w okresie międzywojennym pracował w Polskich Kolejach Państwowych w Krakowie. Matka opiekowała się czwórką dzieci i zajmowała się niewielkim gospodarstwem.

Czesław dorastał. Szkołę powszechną ukończył w Ciężkowicach, a następnie rozpoczął naukę w gimnazjum im. Jana Sobieskiego w Krakowie. Niestety nie ukończył go razem ze swoimi rówieśnikami, gdyż już wtedy rozpoczęły się jego kłopoty ze zdrowiem. Nabwił się między innymi zapalenia stawów przez co musiał powtarzać rok. Zaraz po ukończeniu gimnazjum, w 1930 roku, rozpoczął studia geograficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów wiele czasu poświęcał pracy społecznej. Należał do Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Pracował w Kole Geografów UJ, gdzie przez pewien czas pełnił funkcję prezesa, był również jednym z założycieli Studium Turyzmu UJ, które prowadził doc. dr Stanisław Leszczyski. Studium zajmowało się propagowaniem szeroko pojętej turystyki i reklamą Polski za granicą.

Młody, aktywny student nie spodziewał się, że studia oprócz pokładów wiedzy przyniosą mu również tą jedyną, prawdziwą miłość. Dwa lata po podjęciu przez Czesława studiów, na Wydziale Geografii pojawiła się cztery lata od niego młodsza Elfryda Nawratil.

niedziela, 3 października 2010

Plakat Śmierci

"Plakat Śmierci" to kolejna z prac wyróżnionych na konkursie "Losy Bliskich i Losy Dalekich - życie Polaków w latach 1914-1989". Autorką pracy jest absolwentka Gimnazjum nr 1 w Rabce Zdroju, Marta Sokołowska. Artykuł kończy post scriptum napisane przez Piotra Romańskiego, w którym zwraca się z propozycją budowy pomnika pamięci nieludzko zamordowanych przez gestapo mieszkanek Rabki, Stefanii i jej córeczki Irenki Baran.

Był poniedziałkowy poranek 17 kwietnia 1944 roku. Święta się skończyły (choć tak naprawdę w czasie wojny nigdy prawdziwych świąt nie było), wszyscy szli do pracy. Ludność Rabki i okolic również starała się jak najszybciej dojść do miejsc zatrudnienia; och, nawet nie chcieli myśleć, co by było, gdyby się spóźnili. Dlatego ludzie prawie biegli. Jednak wielu zatrzymywało się przy słupach i tablicach z ogłoszeniami. Były nowe? Co tym razem? Przecież tyle już było zakazów, jak mogli wymyślić coś jeszcze?! Ale już z daleka można było dostrzec o jaki plakat tym razem chodzi. Rozlepiono te najgorsze, które straszyły przechodzących swym czerwonym kolorem, ale równocześnie jak magnes przyciągały. Plakaty Śmierci, już dużo ich widzieli w czasie tej wojny. Swym złowieszczym nagłówkiem OBWIESZCZENIE straszyły od prawie pięciu lat. Pod nim umieszczano zdanie, które wszyscy znali na pamięć: Z powodu przekroczenia paragrafu 1 i 2 rozporządzenia dla zwalczania przekroczeń przeciw niemieckiemu dziełu odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie z 2.10.1943 zostali zasądzeni na karę śmierci przez sąd doraźny przy Komendzie Policji Bezpieczeństwa i SD na Okręg Krakowski. Następnie umieszczano listę kilkunastu lub kilkudziesięciu skazanych. Na kilku pierwszych zazwyczaj egzekucję już wykonano. Pozostali według słów umieszczonych na plakacie mieli zostać przeznaczeni do ułaskawienia pod warunkiem, że w okresie trzech miesięcy nie dojdzie do wystąpień przeciw Niemcom. Stawali się więc zakładnikami, a wykonanie na nich wyroku było tylko kwestią czasu. Jednak tym razem plakat był chyba jakiś inny.

Plakat Śmierci z 17 kwietnia 1944 roku

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Wrześniowe niebo nad Podhalem

Od wczesnych godzin rannych 1 września 1939 roku żołnierze 1 Brygady Górskiej pod dowództwem płk Janusza Gaładyka stawiali bohaterski opór wojskom niemieckim i słowackim, które wtargnęły na Podhale. W skład brygady wchodziły dwa pułki piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza oraz dwa bataliony Obrony Narodowej. Siły te były bardzo szczupłe i nie mogły powstrzymać wojsk nieprzyjacielskich, które uderzyły w kierunku Zakopanego, Nowego Targu i Jordanowa. W takiej sytuacji dowódca Armii „Kraków”, gen. Antoni Szylling, zdecydował się na wzmocnienie obrony i wysłanie w ten rejon 10 Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej pod dowództwem płk Stanisława Maczka. W ciągu 1 i 2 września toczyły się zacięte walki w okolicy Wysokiej, Jordanowa i Chabówki. Mimo bohaterskiego oporu polskie oddziały w nocy z 2 na 3 września opuściły swe pozycje i wycofały się w kierunku na Lubień i Mszanę Dolną.
Niemieckie oddziały wkraczające na terytorium Polski