niedziela, 20 grudnia 2009

Wigilia na Podhalu



Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku
przesyła wszystkim naszym Czytelnikom i Sympatykom 

Zespół Historia Rabki 
Krzyż w śniegu, mal. Ferdynand Ruszczyc
WIECZÓR WIGILIJNY
kolędkowa myśl

Razem z wiatrem gwiazdy jadą
mrozem poganiają
a zające na polanie
szopkę odgrywają.

Przyleciały na paradę
czarne skrzydła wronie
sroka niesie uśmiech w dziobie
radość na ogonie.

Smreki stare gałęziaste
golą szczeć cetynę
młode smreczki stroją skrzypki
witają Dziecinę.

Tańczy w lesie zima z mrozem
gwiazdami się bawią
a nam się dziecięce lata
pod choinką jawią.
Wanda Czubernatowa
Rabka, motyw zimowy
Od dawien dawna, jak można tylko wspomnieć albo zapamiętać z opowiadań dziadów, dzień wigilijny był dniem ścisłego postu, podobnie jak Wielki Piątek. Rano podawano do jedzenia ziemniaki w łupinach z solą a popijano czarną kawą, mało słodzoną, a często – dla większego postu – gorzką. Podobny był obiad, też ziemniaki i kawa. Nic więcej. Baczną zwracano uwagę, kto obcy pierwszy wejdzie do domu: jeśli to była kobieta – wróżyło to niechybnie jakieś nieznane nieszczęście. Dlatego z reguły wszystkie baby były przeganianie od progu miotłą. Bez żadnych ceregieli. Natomiast mężczyźni tego dnia byli w szczególnym poważaniu, bowiem ich pierwsze pojawienie się z rana w domu wróżyło wiele szczęścia i błogosławieństwa.
Świąteczna karta pocztowa
Dzień wigilijny na Podhalu był uważany za dzień lasu – szczególnie dla mężczyzn. W wigilijny dzień gazdowie najczęściej jeździli do lasu po drzewo z tym przeświadczeniem, że jeśli uda się ukraść coś z pańskiego lasu, cały rok będzie się szczęścił drzewem.
Rabka zimą
Myśliwi tego dnia polowali na sarny i zające. Z ubitej zwierzyny wróżyli sobie szczęście w polowaniach w przyszłym roku.
Świąteczna karta pocztowa
 We Wilijom dzieci bijom,
Jeść nie dadzą, pod piec wsadzą.”
Już też dzieci w wigilijny dzień musiały się jak najbardziej grzecznie zachowywać, bo takie powinno być ich zachowanie w roku przyszłym. Klapsy dawane dzieciom wróżyły bardzo niepomyślny pod tym względem rok, wystrzegano się więc jakichkolwiek przewinień. Dziewczęta od samego rana Wigilii robiły ozdoby na drzewko. Używano do tego kolorowej bibułki oraz słomy spod cepa, bo taka była najlepsza. 
Świąteczna karta pocztowa
Najwięcej roboty i uganiania się po gospodarstwie miały zawsze gospodynie, bo to oprócz zwykłego obrządku, trzeba było przygotować wigilijną wieczerzę, która zawsze składała się z paru jarskich, postnych potraw. Tradycyjny wszędzie był żurek z mąki jęczmiennej albo też owsianej, barszczyk oczywiście z tradycyjnymi również kluskami, podawano też barszcz burakowy z grochem lub fasolą, kwaszoną kapustę z grochem, wreszcie kluski z makiem, utartym i dobrze osłodzonym, co było zawsze przysmakiem dla dzieci. Czasami u bogatszych gazdów zjawiał się na wigilijnym stole pstrąg usmażony na lnianym oleju, a na zakończenie tej świątecznej uczty kompot z suszonych śliw i jabłek – drugi dziecięcy rarytas. 
Świąteczna karta pocztowa
Kiedy nadchodził wieczór, wszyscy wyczekiwali pojawienia się gwiazdy wigilijnej. Gdy się pojawiła, wnoszono do izby snopek owsa lub jęczmienia, jaki ustawiano w pobliżu stołu, wkładając pod obrus garstkę pachnącego siana. 
Świąteczna karta pocztowa
Następnie gazda na obrusie pośrodku składał miseczki, jedną z miodem, drugą z poświęconymi opłatkami. Po tej czynności brał smrekowe lub jedlowe podłaźniki - gałązeczki i składając je na krzyż błogosławił wszechmoc Bożą i dobroć, czynił przy tym znak święty nad stojącą w szopie żywiną i zatykał podłaźnik nad wejściem do szopy czy obory. Szedł następnie do owczarni i czynił podobny obrzęd, po czym powracał z częścią podłaźników, do domu, wypowiadając głośno: - Niek pokwolony będzie Jezus Krystus – na co wszyscy domownicy odpowiadali zgodnie: - Na wieki wieków, amen. W obecności najbliższych zatykał nad wejściem do izby podłaźnik, co było jakby sygnałem dla gaździny, że czas siadać do wigilijnej wieczerzy. 
Rabka, motyw zimowy
Przed rozpoczęciem wspólnego posiłku wszyscy odmawiali modlitwę, w której prostymi słowami dziękowali Bogu za szczęśliwie przeżyty rok, prosząc o opiekę Bożą w roku następnym. Potem gazda uroczyście, po świątecznemu wyzdajany brał ze stołu jeden opłatek, tak samo czynili domownicy. Wtedy gazda, maczając ułamek opłatka w miodzie albo słodzonej wodzie, rozpoczynał składanie życzeń, dzieląc się najpierw z żoną, następnie z całą rodziną. Kiedy ceremonia składania życzeń została zakończona, zasiadano do kolacji. 
Wigilia w chacie wiejskiej, Kłosy 1878 r.
Kolację należało spożywać w milczeniu. Wstawać od stołu, mogła tylko gospodyni, która obsługiwała biesiadników. Kiedy chciała dołożyć jakieś potrawy nie wolno jej było podejść z garnkiem do stołu; musiała zabrać ze stołu misę i nakładać jedynie przy piecu. Inaczej krety będą sypać na łąkach kretowiny wielkie jak te garnki. Dla kretów też odcinało się pierwszą kromkę chleba; na wiosnę należało zakopać ją w rolę. Dla nieobecnego członka rodziny zostawiało się wolne miejsce przy stole. Obiad wigilijny kończyła modlitwa. Ludzie byli już nasyceni – trzeba pomyśleć o zwierzętach. Gaździna do królewskiego cebrzyka wrzucała po łyżce każdej potrawy, poczem gazda szedł do stajni, dawał po kawałku opłatka bydłu (organista nosił specjale opłatki dla bydła z zapieczonym sianem) i resztkami obiadu obdzielał krowy i owce. Gaździna opłatkiem pocierała gęsiom głowy coby się dobrze cubiły, a kurom sypała gotowany groch w obręcz z beczki lub koła coby się kupy trzymały i jojek nie traciły. Siano spod obrusa po wieczerzy starannie zbierano, aby w dzień świętego Szczepana podać je z codzienna karmą bydłu, aby się zdrowo chowało. A ziarno ze snopa wigilijnego mieszano z ziarnem siewnym, aby na wiosnę przyczyniło się do obfitego plonu. 
Szron w Tatrach, mal. Stefan Filipkiewicz
Po ukończeniu wieczerzy wigilijnej zapalano na drzewku świeczki i wszyscy śpiewali kolędy. Dziewczęta wychodziły na dwór i słuchały z której strony zaszczeka pies. Wierzono, że właśnie z tej samej strony zjawi się kawaler-zalotnik. Te dziewczęta, które jak to się mówi i dziś, miały szczęście do chłopaków i zawsze wokół nich kręciło się po kilku naraz zalotników, nie mogły polegać na szczekaniu psa. Tradycja wymyśliła dla nich co innego, bardziej atrakcyjnego: rachowanie sztachet w ogrodzeniach domowych z równoczesnym wymienianiem imion miłych sercu dziewczyny chłopców. Na którego imię wypadła ostatnia sztacheta, tego należało traktować poważnie i wybrać go sobie za męża. 
Świąteczna karta pocztowa
Przed północą część domowników wyruszała na pasterkę. Ci którzy zostawali w domu czekali godziny 12-ej by zaśpiewać kolędy. O północy budziło się dzieci by im powiedzieć, że w tej chwili narodził się Chrystus. W rzęsiście oświetlonym kościele, pachnącym kadzidlanymi dymami, na wielce ceremonialnym nabożeństwie, na którym pełną piersią śpiewano kolędy, tłum ludzi odświętnie, po góralsku odziany wpatrzony był w wielki ołtarz, obok którego zazwyczaj ubierano żłobek Panajezusowy, umajony zielonością drzewek smrekowych i jodłowych. 
Świąteczna karta pocztowa
Z ciepłej jasności kościoła po zakończeniu Pasterki ciżba ludzka pieszo albo też saniami powracała do swych domów. Wszyscy bardzo się spieszyli bo kto prędzej dojdzie, temu owies prędzej dojrzeje. Zanim weszli do izby wstępowali jeszcze do stajni i owczarni coby bydłu powinsować. To samo powinszowanie wypowiadali przekroczywszy próg izby.
Stary kościółek w zimie
Po powrocie z kościoła jedzono jeszcze coś i kładziono się spać, ale nie na długo i nie wszyscy. Niektórzy zaraz po pasterce a inni nad ranem, ale w każdym razie jeszcze po ciemku, zaczynali chodzić w podłazy. U odwiedzanych gospodarzy sypali po całej izbie owsem, rzucali go jak najwyżej pod powałę i winszowali: na scynście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie żeby się darzyło w kumorze, w oborze i wsyndyj co daj Boze. Podłaźników przyjmowało się poczęstunkiem, po krótkiej wizycie ruszali dalej. Takie podsypanie owsem uważało się za honor i wyraz życzliwości podłaźnika. Kawaler, który przyszedł podsypać pannę, przynosił ze sobą wino, ona zaś dawała przekąski i wódkę za tym honor co uni jij zrobili.   
Świąteczna karta pocztowa
W tekście wykorzystano fragmenty artykułu Anny Kowalskiej-Lewickiej „Góralskie Boże Narodzenie”, który ukazał się w dwutygodniku krajoznawczym „Ziemia” nr 12 w 1957 roku oraz fragmenty książki Adama Pacha „Drzewiej pod Giewontem”.

2 komentarze:

  1. z łezką w oku przeczytałam,dziękuję serdecznie.Szczęśliwego Nowego 2010roku,przede wszystkim zdrowia życzę,jak będzie zdrowie to reszta lekko przyjdzie. Halina Łodź

    /*
    Autor: Halina-Łódź
    Data: 2009-12-30
    Godzina: 22:57:33

    Komentarz przeniesiony z poprzedniej strony Historii Rabki
    */

    OdpowiedzUsuń
  2. W dzisiejszych czasach coraz mniej osób tradycyjnie spędza święta Bożego Narodzenia. Nawet zapominamy o takim drobiazgu jak sianko pod obrusem... Zapraszam do serwisu https://www.kurjerzy.pl/

    /*
    Autor: Lila
    Data: 2010-11-29
    Godzina: 10:38:15

    Komentarz przeniesiony z poprzedniej strony Historii Rabki
    */

    OdpowiedzUsuń