niedziela, 22 grudnia 2019

Boże Narodzenie 2019. Choinka.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, Zespół Historia Rabki składa wszystkim swoim sympatykom najserdeczniejsze życzenia  – przede wszystkim zdrowia, wszelkiej pomyślności, spełnienia marzeń tych wielkich i tych najmniejszych oraz wielu pogodnych chwil, tak w życiu rodzinnym jak i zawodowym.



Powoli dobiega końca kolejny rok – przed  nami kolejne święta Bożego Narodzenia.

A my –  zapracowani i zaprzątnięci sprawami dnia codziennego, nie mamy nawet chwili by zatrzymać się i zastanowić nad tym, jak nieubłaganie i szybko upływa czas. Że to, co jeszcze przed chwilą było aktualne i ważne, już bezpowrotnie odeszło, ustępując wciąż miejsca nowemu i nieznanemu. Coraz mniej uwagi przywiązujemy do tego co istotne i nieprzemijające. Tłumaczymy sobie, że to bolączka naszych zwariowanych czasów, które sprzyjają temu by żyć wygodnie i szybko lecz zbyt powierzchownie.

Problem ten jednak był również bolączką wcześniejszych pokoleń, czego potwierdzeniem może być poniższy artykuł sprzed prawie 120 lat, bo zamieszczony w czasopiśmie warszawskim Gazeta Polska nr 349, z dnia 24 grudnia 1902 roku (pisownia oryginalna).

Choinka


Wysmukłe drzewko, na nim trochę świecidełek i świeczki płonące. Tylko tyle. A jednak – idzie to za człowiekiem w świat, idzie, jako wspomnienie dni dziecięctwa, jako pamiątka, wyniesiona z domu rodzicielskiego.

I życie nie zaciera tych wrażeń. Przeciwnie, w złej doli człowiek uczy się je cenić i szuka w nich oparcia. To jego poezya.

Choinka, stara pieśń kolendowa, ciepło serdeczne wieczoru wigilijnego, kiedy bliscy i kochani stają się sobie jeszcze bliżsi, jeszcze drożsi, cały nastrój świąteczny, pełen drobnych szczegółów, które wiążą się razem w obraz przesycony blaskiem, i ponęta  szczęścia – to wszystko jest jak muzyka cicha i przytłumiona, której tony śpią gdzieś głęboko w duszy, pod pokrywą późniejszych uwarstwień i – odzywają się raz do roku wspomnieniem. To wszystko jest takie jak klamra, która spina życie nasze dzisiejsze z przeszłością, bo wtedy zwyczaj i obyczaj starodawny, to, co zapomniane, odrzucone, wyparte przez inne czasy  i inne prądy, nagle nabiera barwy i jakiemś echem dalekiem, idącem skroś całe szeregi pokoleń, wstaje w zbiorowej duszy społeczeństwa. Czujemy wówczas mimowoli, że bliscy jeszcze jesteśmy tym, którzy już dawno odeszli. I w tem tkwi urok i znaczenie Świąt.


A przecież odbiegamy coraz bardziej od ich obchodu, przekazanego nam tradycyą. Coraz prozaiczniej je spędzamy. Coraz bardziej bagatelizujemy to, co stanowi ich istotę – nastrój.

piątek, 23 sierpnia 2019

Transmisja na żywo Spacer Pamięci 2019

Planujemy transmisję na żywo Spaceru Pamięci. Zachęcamy osoby zainteresowane do śledzenia postów na stronie wydarzenia na Facebooku o nazwie Spacer Pamięci w dniu 25 sierpnia od godziny 16:00. By móc oglądać transmisje należy być zalogowanym do Facebooka.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Spacer Pamięci 2019

25 sierpnia 2019 r. po raz kolejny uczcimy pamięć żydowskich mieszkańców Rabki-Zdroju, zamordowanych w naszej miejscowości oraz w obozie natychmiastowej zagłady w Bełżcu.

Uroczysty spacer rozpocznie się o godzinie 16.00 na rabczańskim deptaku, a zakończy się na cmentarzu-Miejscu Pamięci Narodowej znajdującym się w lasku za willą „Tereska” w Rabce, gdzie w czasie okupacji miała swoją siedzibę Szkoła Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.



niedziela, 11 sierpnia 2019

77. rocznica Zagłady mszańskich Żydów

W imieniu organizatorów zapraszamy na upamiętnienie zamordowanych mieszkańców Mszany Dolnej pochodzenia żydowskiego. Obchody 77. rocznicy Zagłady mszańskich Żydów rozpoczną się w Rynku spacerem pamięci o godz. 14.00, a zakończą przy masowym grobie o godz. 15:30. Podczas spaceru zostanie przybliżona historia żydowskich mieszkańców i przedstawione zostaną miejsca związane z dziedzictwem żydowskim w Mszanie Dolnej.



Mszana Dolna malowniczo położone miasteczko pomiędzy szczytami Lubonia, Szczebla, Lubogoszczy, Śnieżnicy i Turbacza podczas minionej wojny było świadkiem bestialskich mordów popełnionych przez hitlerowskiego okupanta na ludności polskiej i żydowskiej. W ciągu jednego dnia zamordowano w Mszanie Dolnej 881 osób pochodzenia żydowskiego. 

19 sierpnia 1942 roku nakazano wszystkim Żydom zebrać się o godzinie piątej rano na placu w Olszynach. Każdy mógł zabrać około dziesięciu kilogramów bagażu. Tam czekali już gestapowcy z Nowego Sącza oraz kilku granatowych policjantów. Ludność ustawiała się rodzinami według ulic. Tutaj musieli oddać klucze do mieszkań wraz z kartką, na której wypisane było nazwisko i adres, podobne kartki należało pozostawić w domu na stole oraz na drzwiach mieszkania. Te dramatyczne chwile opisała Olga Illukiewicz w swojej Kronice: To był bardzo upalny dzień. Panował niesamowity skwar. Zbiórka odbyła się niedaleko wykopanych dołów. Żydzi w tobołkach i walizkach zostawili na placu swoje najcenniejsze rzeczy. Większość sądziła, że przygotowywani są do podróży. Następnie wydano rozkaz przysiadu i złożenie rąk na tył głowy. Stąd po kilkanaście osób odprowadzano „Na Pańskie”. W odległości 30 m od wykopanych dołów, więźniowie musieli się rozebrać do naga. Podchodzili nad brzeg mogiły. Gestapowcy strzelali w tył głowy, a ciało osuwało się do masowego grobu. Wokół stali uzbrojeni hitlerowcy z rozjuszonymi psami. Niektórzy zrozpaczeni Żydzi rzucali się do nóg swoich oprawców, naiwnie licząc na łaskę pozbawionych skrupułów sadystów. Józef Szczypka w autobiograficznej powieści "Dwa tysiące z hakiem" napisał: Rok czterdziesty drugi. Wyprowadzali ich spod mostu w pewien dzień sierpniowy. „Spod mostu” - takie topograficzne określenie utarło się w Mszanie po latach, ale nie jest ono ścisłe. Tłum usadowiono w pobliżu mostu, wśród lichych olszyn nadrzecznych, na wilgotnym, przesiąkniętym rybą i żabią ikrą kamienisku. Czarna paruset osobowa rzesza ściągnięta nie tylko z Mszany i pobliskich wsi, lecz także gdzieś z Dobrej, Tymbarku, czy nawet Limanowej. Toboły byle jak spakowane, wory, teki, zagłówki dzieci, mężczyźni. Wszystko przygotowane do jakiejś tam podróży. Rano spośród mężczyzn uformowano młodą, atletyczną grupkę i poprowadzono hen w pola; po co i dokąd - nikt jeszcze nie wiedział. Oczekiwanie. Szmer odczytywanych psalmów. Żucie placków. Niecierpliwe gromadki dzieci. Drętwe, nieruchawe chwile. Ktoś dostał w twarz od wartownika. Gdzieś krótko, sucho trachnął strzał. To było niemal normalne. Aż dopiero...

Wybierano: - Ty! ! Du, Schwein! Du, verfluchter Dreck! Liczono. Sprawdzano.

Kły rozjuszonych wilczurów, wymachy kolb, krzyki dzikie, pisk dzieci, mdlejące kobiety, bici, kopani, astmatycznie świszczący nozdrzami starcy. Grupy odmaszerowały kolejno. Szosą, drogą obok dworu, a potem wśród niezżętych, cichych pól na wzgórza rozpostarte nad miasteczkiem, w trawiastą niszę między dwoma dębami, nad doły głębokie, świeże, o gliniastych dnach. Wykopali je ci pierwsi.
Tutaj rozstrzeliwano.

Padali bluzgając krwią i trzepocąc dramatycznie rękoma, rósł zwał nagich trupów, bielał okropny labirynt kończyn, mieszały się pokolenia - siwe brody i ciemne skręty dziecięcych czupryn. Rzęchot niedobitych wciskał się w monotonną trzaskanie automatów. Przed śmiercią kazano im się rozbierać, więc kiedy stali nad krawędzią osypującej się ziemi - zbezczeszczeni i bezradni - osłaniali dłońmi łona, kryli się w ciżbie, wysłuchiwali kloaki żołdackich żartów. Kobiety, dzieci, mężczyźni. Los jednakowy. Strzelały diabły esesmańskie, mierząc dobrze. Kopał po brzuchach szef nowosądeckiego Gestapo, Hamann, zwłaszcza gdy dojrzał, że ktoś pada mu do nóg, naiwnie prosząc o darowanie życia. Grzmocił bykowcem Gelb, Burgermeister in Mszana Dolna, bo nie mógł ścierpieć zakłóceń w zaplanowanym rytmie mordowania. Wirował w blaskach sierpnia pogodny dzień, lały się z nieba strumienie żaru, chybotały zwiewne obłoczki. Było ładnie, wręcz zwyczajnie i tylko pola nie chrupiały sierpami, choć to był czas żniwa, czas chłopskiej harówy. Tylko te pola ziały spokojem, bo Mszana, okoliczne osiedla - nie żyły wówczas zwykłym akordem dnia. Przykładano dłonie do czół i, stojąc w bezpiecznym oddaleniu, próbowano dojrzeć przez mgliste pasma powietrza masakrę, jakiej nie oglądała nigdy przedtem ta stara ziemia, odnotowana jeszcze na pergaminach Kazimierza Wielkiego i różnie prosperująca na jarmarku dziejów. Byli tacy, którzy tego dnia wyklękiwali na kamiennej posadzce Michałowego kościoła. Byli inni, co krzyżem żegnali owych człapiących na rzeź Landauów, Weissbergerów, Langsamów i Kannengisserów, z którymi lata całe przeżyli w sąsiedztwie i dobrej komitywie.

Prawie do zmroku warkotały automaty, aż wreszcie rozwalono całą rzeszę spod mostu, zostawiając jedynie kilkunastu silnych mężczyzn, których potem zatrudniono przy brukowaniu szos. Rozwalono... Mówmy brutalnie, szorstko, aby choć w części mizernej oddać grozę tamtego umierania, tamtej jatki pod dębami ociapkanymi krwią, mózgiem, kawałami ludzkiego mięcha.

Wieczorem Gelb sprawił ochlaj rzeźnikom...

Za parę dni spędzono chłopów z rydlami, aby wapnem i darnią przykryli doły ledwo przysłonięte ziemią i bulgoczące gęstą, czarną posoką.
Jeszcze przez kilka tygodni widywano ową pozostawioną grupkę: byli na wpół zwariowani, wyschnięci na szczapę i niemrawi. Czasem któryś spotkawszy na drodze znajomego wbijał weń wypukłe, osowiałe oczy, a czasem, próbując się rozmówić, dostawał po pysku od uważnego i uzbrojonego opiekuna w mundurze.