niedziela, 11 sierpnia 2019

77. rocznica Zagłady mszańskich Żydów

W imieniu organizatorów zapraszamy na upamiętnienie zamordowanych mieszkańców Mszany Dolnej pochodzenia żydowskiego. Obchody 77. rocznicy Zagłady mszańskich Żydów rozpoczną się w Rynku spacerem pamięci o godz. 14.00, a zakończą przy masowym grobie o godz. 15:30. Podczas spaceru zostanie przybliżona historia żydowskich mieszkańców i przedstawione zostaną miejsca związane z dziedzictwem żydowskim w Mszanie Dolnej.



Mszana Dolna malowniczo położone miasteczko pomiędzy szczytami Lubonia, Szczebla, Lubogoszczy, Śnieżnicy i Turbacza podczas minionej wojny było świadkiem bestialskich mordów popełnionych przez hitlerowskiego okupanta na ludności polskiej i żydowskiej. W ciągu jednego dnia zamordowano w Mszanie Dolnej 881 osób pochodzenia żydowskiego. 

19 sierpnia 1942 roku nakazano wszystkim Żydom zebrać się o godzinie piątej rano na placu w Olszynach. Każdy mógł zabrać około dziesięciu kilogramów bagażu. Tam czekali już gestapowcy z Nowego Sącza oraz kilku granatowych policjantów. Ludność ustawiała się rodzinami według ulic. Tutaj musieli oddać klucze do mieszkań wraz z kartką, na której wypisane było nazwisko i adres, podobne kartki należało pozostawić w domu na stole oraz na drzwiach mieszkania. Te dramatyczne chwile opisała Olga Illukiewicz w swojej Kronice: To był bardzo upalny dzień. Panował niesamowity skwar. Zbiórka odbyła się niedaleko wykopanych dołów. Żydzi w tobołkach i walizkach zostawili na placu swoje najcenniejsze rzeczy. Większość sądziła, że przygotowywani są do podróży. Następnie wydano rozkaz przysiadu i złożenie rąk na tył głowy. Stąd po kilkanaście osób odprowadzano „Na Pańskie”. W odległości 30 m od wykopanych dołów, więźniowie musieli się rozebrać do naga. Podchodzili nad brzeg mogiły. Gestapowcy strzelali w tył głowy, a ciało osuwało się do masowego grobu. Wokół stali uzbrojeni hitlerowcy z rozjuszonymi psami. Niektórzy zrozpaczeni Żydzi rzucali się do nóg swoich oprawców, naiwnie licząc na łaskę pozbawionych skrupułów sadystów. Józef Szczypka w autobiograficznej powieści "Dwa tysiące z hakiem" napisał: Rok czterdziesty drugi. Wyprowadzali ich spod mostu w pewien dzień sierpniowy. „Spod mostu” - takie topograficzne określenie utarło się w Mszanie po latach, ale nie jest ono ścisłe. Tłum usadowiono w pobliżu mostu, wśród lichych olszyn nadrzecznych, na wilgotnym, przesiąkniętym rybą i żabią ikrą kamienisku. Czarna paruset osobowa rzesza ściągnięta nie tylko z Mszany i pobliskich wsi, lecz także gdzieś z Dobrej, Tymbarku, czy nawet Limanowej. Toboły byle jak spakowane, wory, teki, zagłówki dzieci, mężczyźni. Wszystko przygotowane do jakiejś tam podróży. Rano spośród mężczyzn uformowano młodą, atletyczną grupkę i poprowadzono hen w pola; po co i dokąd - nikt jeszcze nie wiedział. Oczekiwanie. Szmer odczytywanych psalmów. Żucie placków. Niecierpliwe gromadki dzieci. Drętwe, nieruchawe chwile. Ktoś dostał w twarz od wartownika. Gdzieś krótko, sucho trachnął strzał. To było niemal normalne. Aż dopiero...

Wybierano: - Ty! ! Du, Schwein! Du, verfluchter Dreck! Liczono. Sprawdzano.

Kły rozjuszonych wilczurów, wymachy kolb, krzyki dzikie, pisk dzieci, mdlejące kobiety, bici, kopani, astmatycznie świszczący nozdrzami starcy. Grupy odmaszerowały kolejno. Szosą, drogą obok dworu, a potem wśród niezżętych, cichych pól na wzgórza rozpostarte nad miasteczkiem, w trawiastą niszę między dwoma dębami, nad doły głębokie, świeże, o gliniastych dnach. Wykopali je ci pierwsi.
Tutaj rozstrzeliwano.

Padali bluzgając krwią i trzepocąc dramatycznie rękoma, rósł zwał nagich trupów, bielał okropny labirynt kończyn, mieszały się pokolenia - siwe brody i ciemne skręty dziecięcych czupryn. Rzęchot niedobitych wciskał się w monotonną trzaskanie automatów. Przed śmiercią kazano im się rozbierać, więc kiedy stali nad krawędzią osypującej się ziemi - zbezczeszczeni i bezradni - osłaniali dłońmi łona, kryli się w ciżbie, wysłuchiwali kloaki żołdackich żartów. Kobiety, dzieci, mężczyźni. Los jednakowy. Strzelały diabły esesmańskie, mierząc dobrze. Kopał po brzuchach szef nowosądeckiego Gestapo, Hamann, zwłaszcza gdy dojrzał, że ktoś pada mu do nóg, naiwnie prosząc o darowanie życia. Grzmocił bykowcem Gelb, Burgermeister in Mszana Dolna, bo nie mógł ścierpieć zakłóceń w zaplanowanym rytmie mordowania. Wirował w blaskach sierpnia pogodny dzień, lały się z nieba strumienie żaru, chybotały zwiewne obłoczki. Było ładnie, wręcz zwyczajnie i tylko pola nie chrupiały sierpami, choć to był czas żniwa, czas chłopskiej harówy. Tylko te pola ziały spokojem, bo Mszana, okoliczne osiedla - nie żyły wówczas zwykłym akordem dnia. Przykładano dłonie do czół i, stojąc w bezpiecznym oddaleniu, próbowano dojrzeć przez mgliste pasma powietrza masakrę, jakiej nie oglądała nigdy przedtem ta stara ziemia, odnotowana jeszcze na pergaminach Kazimierza Wielkiego i różnie prosperująca na jarmarku dziejów. Byli tacy, którzy tego dnia wyklękiwali na kamiennej posadzce Michałowego kościoła. Byli inni, co krzyżem żegnali owych człapiących na rzeź Landauów, Weissbergerów, Langsamów i Kannengisserów, z którymi lata całe przeżyli w sąsiedztwie i dobrej komitywie.

Prawie do zmroku warkotały automaty, aż wreszcie rozwalono całą rzeszę spod mostu, zostawiając jedynie kilkunastu silnych mężczyzn, których potem zatrudniono przy brukowaniu szos. Rozwalono... Mówmy brutalnie, szorstko, aby choć w części mizernej oddać grozę tamtego umierania, tamtej jatki pod dębami ociapkanymi krwią, mózgiem, kawałami ludzkiego mięcha.

Wieczorem Gelb sprawił ochlaj rzeźnikom...

Za parę dni spędzono chłopów z rydlami, aby wapnem i darnią przykryli doły ledwo przysłonięte ziemią i bulgoczące gęstą, czarną posoką.
Jeszcze przez kilka tygodni widywano ową pozostawioną grupkę: byli na wpół zwariowani, wyschnięci na szczapę i niemrawi. Czasem któryś spotkawszy na drodze znajomego wbijał weń wypukłe, osowiałe oczy, a czasem, próbując się rozmówić, dostawał po pysku od uważnego i uzbrojonego opiekuna w mundurze.

sobota, 27 lipca 2019

Ku poprawie zdrowia fizycznego i „utrzymaniu duszy dziecięcej w atmosferze słonecznej i radosnej” – lecznicza kolonia wakacyjna dla dzieci żydowskich w Rabce (1890-1939) - cz.2

Uczestnicy kolonii


Kolonie były przeznaczone przede wszystkim dla dzieci z najuboższych rodzin, które wskutek bardzo złych warunków bytowych zapadły na choroby, głównie gruźlicze (dzieci skrofuliczne). Jak przyznawał inicjator założenia kolonii, Spitzer: „głównie szło o dzieci z widocznemi znamionami i objawami skrofułów, owych złowrogich zwiastunów zabójczej gruźlicy, w najrozmaitszej formie u nędzarzy występującej”[38]. Dzieci na kolonie kwalifikowane były przez lekarza, a także kierownictwo kolonii, które analizowało sytuację rodzinną i materialną danego dziecka[39]. Statystyki podają, że najwięcej dzieci pochodziło z rodzin czeladników, krawców, szewców, robotników i handlarzy[40]. W koloniach brały udział dzieci w wieku od 7 do 14 lat[41]. 



Przez cały okres istnienia kolonii liczba ich uczestników systematycznie wzrastała. W pierwszym roku do Rabki wyjechało 15 chłopców, w kolejnym 18. W 1894 r., w którym to dopuszczono do udziału w kolonii dziewczynki, liczba uczestników przekroczyła 30. Wkrótce też zaczęto wysyłać dzieci na kolonie w dwóch turnusach, co pozwoliło na dalszy wzrost liczby uczestników, która na przełomie XIX i XX w. oscylowała około 50. Kolejny wyraźny wzrost liczby wyjeżdżających nastąpił po wystawieniu budynku własnego kolonii w 1907 r. – szybko przekroczyła ona wówczas 100 dzieci. Skutkiem dobudowy piętra w 1923 r. było podwojenie liczby uczestników, która przekroczyła 200. Od 1926 r. dzieci wysyłano w trzech turnusach, dzięki czemu w roku tym udział w kolonii wzięło 349 dzieci. Już cztery lata później ich liczba przekroczyła 400, a w 1933 r. 500. Warto zaznaczyć, że od 1933 r. w budynku kolonii organizowano corocznie w okresie świątecznym także turnus zimowy, jednak nie o charakterze leczniczym, a sportowo-wypoczynkowym[42]. Od 1936 r. na kolonie wyjeżdżało ponad 700 dzieci i stan taki utrzymywał się do wybuchu drugiej wojny światowej – jeszcze latem 1939 r. do Rabki pojechało 788 dzieci. W sumie przez cały okres funkcjonowania kolonii, a więc w latach 1890-1939 z dwuletnią przerwą w okresie I wojny światowej, udział wzięło w nich 10526 dzieci[43]. 



Szczególnie w początkowym okresie działalności kolonii liczba dostępnych miejsc była znacznie niższa od liczby dzieci potrzebujących takiego wsparcia[44]. Z problemem tym borykano się jednak także w latach 30. XX w., a więc już po uruchomieniu dodatkowych turnusów i po znacznym rozbudowaniu budynku kolonii: 

[…] rzecz najważniejsza, a zarazem najprzykrzejsza, mianowicie wybór dziatwy na Kolonję, która wszystkich potrzebujących wszak pomieścić nie może. Wobec ogólnego zubożenia społeczeństwa i setek zgłaszających się dzieci Komisja, dokonująca wyboru, stoi przed zadaniem nad wyraz ciężkiem i odpowiedzialnem[45].


Przez cały okres działalności kolonii udział dziecka w wyjeździe był w przypadku najuboższych bezpłatny, rodziny posiadające nieco lepszą sytuację materialną wnosiły niedużą opłatę[46].



W okresie międzywojennym, poza chorymi dziećmi pochodzącymi z najuboższych rodzin, w koloniach uczestniczyły także inne grupy dzieci – pochodzące z rodzin dotkniętych powodzią lub pożogą, wychowankowie krakowskiego Zakładu Sierot Żydowskich oraz harcerze wysłani w roku szkolnym 1934/35 na kolonię zimową przez Związek Żydów Uczestników Walk o Niepodległość Polski[47]. Stopniowo rozszerzany był także zasięg geograficzny kolonii – w pierwszych latach funkcjonowania skierowana była ona wyłącznie do dzieci z rodzin krakowskich, następnie włączono do niej także pojedyncze dzieci z okolicznych miejscowości – np. Skawiny, Chrzanowa czy Dąbrowy[48]. W latach 30. XX w. w kolonii uczestniczyły dzieci kierowane na nią przez komitety pomocy dzieci mieszczące się w różnych częściach Polski. Zarząd Towarzystwa Kolonii podawał, że miejscowości, z których przysyłano dzieci na rabczańską kolonię było około trzydziestu (m.in. Warszawa, Bielsko, Chorzów, Poznań, Gdańsk)[49]. We wrześniu 1919 r. odstąpiono budynek kolonii Centralnemu Komitetowi sierot wojennych we Lwowie na potrzeby zorganizowania dodatkowego turnusu kolonii dla dzieci ze szkół lwowskich, które były wyczerpane wojną, a podczas turnusu zimowego w roku 1938 z kolonii korzystały dzieci wysiedleńców z Niemiec[50].



Cele działalności kolonii i ich realizacja


Pierwszym i najważniejszym celem rabczańskiej kolonii było przywrócenie i poprawa stanu zdrowia korzystających z niej dzieci żydowskich pochodzących z ubogich rodzin[51]. Wyjeżdżające na kolonie dzieci cierpiały w większości na niedożywienie, anemię, choroby gruczołów chłonnych oraz choroby gruźlicze, w tym gruźlicę kości. Podstawowym stosowanym środkiem leczniczym były kąpiele i okłady solankowe, naświetlania słoneczne i lampą kwarcową oraz prawidłowe odżywianie i odpowiednia ilość odpoczynku. Z kolonią stale współpracowali lekarze, którzy badali, mierzyli i ważyli dzieci przed wyjazdem, a następnie opiekowali się nimi podczas pobytu. W pierwszych latach działania kolonii funkcję lekarza kolonijnego pełnili Dr Jakub Spitzel, Dr Stanisław Momidłowski i Dr Kazimierz Kaden. Następnie funkcję tę na około 20 lat objął Ottokar Lang[52]. W czasie wojny (lata 1917 i 1918) lekarką kolonii była Dr. Horoszkiewiczowa[53]. Od 1919 r. aż do wybuchu II wojny światowej lekarzem kolonijnym był lekarz pediatra ze Lwowa Dr Norbert Lilien.

W zamierzeniu twórców kolonii przyczynić się ona miała jednak nie tylko do wzmocnienia zdrowia fizycznego dzieci – wyjazd miał realizować także cele wychowawczo-oświatowe, „przyzwyczajać dzieci do osobistej hygieny, przyzwoitego zachowania i współżycia z otoczeniem” a także zapewniać dzieciom odpoczynek[54]. Jak podkreślał N. Lilien, lekarz zajmujący się uczestnikami kolonii: „Nowoczesna opieka nad dzieckiem dotyczy w równej mierze zdrowia fizycznego, jak i utrzymania duszy dziecięcej w atmosferze słonecznej i radosnej”. Dodawał następnie, że: „Rabczański zakład krakowskiej Kolonji dla dzieci żydowskich w równej mierze spełnia oba te zadania”. Cele wychowawcze realizowano m.in. poprzez pogadanki, organizowanie zabaw i zajęć w grupach oraz poprzez udostępnianie dzieciom bogatej biblioteczki, założonej specjalnie na ich potrzeby[55]. 

Leczniczo-wychowawcze cele kolonii odzwierciedlone są w układzie typowego dnia na kolonii, który był stały, ustrukturyzowany i zapewniał dzieciom dużą ilość snu i odpoczynku[56]. Dzieci wstawały o 7.00 rano a kładły się spać o 21.00. Spożywały pięć posiłków dziennie – śniadanie (8.00), drugie śniadanie (10.30), obiad (13.00), podwieczorek (16.30) i kolację (19.00)[57]. Dzień zaczynał się gimnastyką, apelem i wspólną modlitwą. Po śniadaniu dzieci brały kąpiele solankowe lub bawiły się na boisku, przed południem wychodziły na spacer (w dni deszczowe czas ten był przeznaczony na zabawy na krytej werandzie, pogadanki i lekturę). Po obiedzie dzieci odpoczywały aż do podwieczorku, po którym udawały się na wycieczki[58]. Wieczorami odbywał się tzw. „kominek” czyli wspólne gry i zabawy. Zabawa była istotnym elementem rozkładu dnia i jak opisywała jedna z uczestniczek kolonii „[dzieciom] czas schodzi na przyjemnych rozrywkach, zabawach i rozmowach z koleżankami”[59]. Podobne wrażenia miał gość, który w latach 30. XX w. odwiedził kolonię podczas turnusu zimowego i spędził w niej jeden dzień. O swoich obserwacjach pisał w następujący sposób: 

A ta swoboda, ten humor, gdy po pracowitym dniu zmęczone dzieci przy codziennych kominkach figlują, żartują i śpiewają wesoło. I to co najpiękniejsze. Jest tam swoboda, jest wesołość, jest nawet rozbrykanie – ale nie ma rozgardiaszu. Wszystko jest zorganizowane , wszystko celowo obmyślane, nawet rozbrykanie jest ułożone[60].

Turnus na kolonii trwał cztery tygodnie, a według przekazów źródłowych efekty takiej kuracji miały być bardzo wyraźne[61]. Uwidaczniały się przede wszystkim w przybieraniu przez dzieci na wadze (przeciętnie o 2,5-3 kg)[62], a niekiedy też zwiększeniu ich wzrostu o 1-2 cm. Sprawozdania kolonii podają także pojedyncze przypadki spektakularnych efektów leczenia gruźlicy kości i przywrócenia pełnego zdrowia mimo daleko posuniętego kalectwa i zniekształcenia kończyn – np.: „Jeden kaleka o kuli, któremu nie rokowano dożycia wieku młodzieńczego, obecnie jest bardzo dzielnym kupcem, właścicielem dwóch sklepów i ledwie utyka”[63]. Kolonia dawała także wyraźne efekty wychowawcze i przyzwyczajała dzieci do „czystości, punktualności, kulturalnego sposobu jedzenia” oraz przyczyniała się do wyrugowania przywar językowych. Dzięki temu, że corocznie wysyłano inne dzieci pochodzące z różnych rodzin, miała ona stosunkowo szerokie pole oddziaływania[64].



Zakończenie


Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii było jedną z najdłużej i najprężniej działających skierowanych do dzieci żydowskich organizacji dobroczynnych w przedwojennym Krakowie. W czasie gdy instytucja ta zaczynała swoją działalność idea wysyłania dzieci na letnie kolonie lecznicze była nowa i dopiero zaczynała się rozwijać. W XX wieku nastąpił rozkwit tego typu instytucji i stowarzyszenia wysyłające dzieci na letni wypoczynek były bardzo liczne i działały w większości miast. Spośród najbardziej znanych inicjatyw, które objęły dzieci żydowskie, wymienić można m.in. Stowarzyszenie Kolonii Letnich dla dzieci polskich bez różnicy wyznania im. Hipolita Wawelberga w Warszawie, Towarzystwo Letnich Kolonii Dla Dzieci Wyznania Mojżeszowego w Łodzi, które działało do I wojny światowej[65], a przede wszystkim kolonie organizowane w kilku miejscowościach przez Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej (TOZ)[66]. Nawet w samym Krakowie działało w okresie międzywojennym kilka innych instytucji organizujących kolonie dla dzieci żydowskich[67]. W 1928 r. założono Towarzystwo Kolonii Wakacyjnych dla żydowskich dzieci szkół krakowskich „Jordanów”[68], od 1927 r. r. na półkolonie w Cichym Kąciku wysyłał dzieci TOZ[69]. Bursa Sierot Żydowskich przy stowarzyszeniu rękodzielników żydowskich „Szomer Umonim” organizowała od 1930 r. co dwa lata obozy wakacyjne o charakterze turystycznym[70]. Organizacją kolonii zajmowało się także Towarzystwo Opieki nad Sierotami Żydowskimi[71]. O ile więc na tym tle działalność Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii nie jest wyjątkowa, to warto jednak przypomnieć, że inicjatywa ta miała charakter pionierski (także ze względu na rozpoczęcie organizacji odpoczynku zimowego). Towarzystwo to było najdłużej działającą tego typu instytucją w żydowskiej społeczności Krakowa i jedną z inicjatyw o największym oddziaływaniu, zarówno ze względu na wysoką liczbę dzieci objętych pomocą, jak i liczbę osób i instytucji zaangażowanych w to dzieło.



Wieloletnia i pełna sukcesów działalność Towarzystwa była zauważana w mieście i przyciągała do współpracy dużą liczbę osób – dla przykładu w 1938 r. Towarzystwo liczyło 585 członków zwyczajnych[72]. Warto również zaznaczyć, że członkami honorowymi towarzystwa byli m.in. prezydent m. Krakowa Karol Rolle, wiceprezydenci Krakowa Józef Sare oraz Ignacy Landau, a także prezes Gminy Wyznaniowej Żydowskiej Rafał Landau oraz rabin postępowy Ozjasz Thon[73].



Słabo znana historia rabczańskiej kolonii dla dzieci żydowskich jest dziś warta przypomnienia z co najmniej kilku względów – przede wszystkim uzupełnia ona naszą wiedzę na temat dziejów dobroczynności żydowskiej w Krakowie oraz pokazuje jeden z aspektów działalności środowiska tzw. Żydów postępowych. O rabczańskiej kolonii warto pamiętać także w kontekstach walki z gruźlicą w międzywojennym Krakowie, historii opieki nad zdrowiem dziecka żydowskiego na ziemiach polskich, ale także historii rabczańskiego uzdrowiska, które przecież słynie jako „uzdrowisko dzieci” – bez szerszego uwzględnienia małych żydowskich kuracjuszy historia ta jest niepełna. 

PRZYPISY


[38] S. Spitzer, Dr Maksymilian Kohn. Lekarz-ginekolog. Wspomnienie pośmiertne..., op. cit., s. 34. 

[39] Proces naboru dzieci i wszystkie jego etapy zostały szczegółowo przedstawione w: Towarzystwo Rabczańskiej Kolonji Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie Wydziału z czynności w roku 1930, Odbito w Drukarni „Monopol”, Kraków 1931, s. 6. 

[40] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 22. 

[41] Warto zauważyć, że do starszej młodzieży żydowskiej chorej na gruźlicę skierowana była inna krakowska instytucja - Towarzystwo ku wspieraniu chorej młodzieży żydowskiej szkół średnich i wyższych w Krakowie „Nadzieja”. O podobnych celach działalności obu towarzystw, a może też o współpracy między nimi, świadczyć może treść zapisu statutu Towarzystwa kolonii rabczańskiej, w którym zaznaczano, że w przypadku jego rozwiązania, majątek ma przejść na rzecz Towarzystwa Nadzieja, zob. Archiwum Narodowe w Krakowie (ANKr), Starostwo Grodzkie Krakowskie (StGr), syg. 246.

[42] Autorem tej inicjatywy był dr Alfred Merz, zob. Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia..., op. cit., s. 9. W czasie turnusów zimowych dzieci uprawiały sporty zimowe (łyżwiarstwo, jazda na nartach i sankach). 

[43] Wyliczenie moje na podstawie sprawozdań kolonii. 

[44] W związku z tym niekiedy rodzice przychodzili do zarządu Towarzystwa z prośbą o przyjęcie dziecka, zdarzały się też próby wręczenia łapówki, zob. S. Spitzer, Dr Maksymilian Kohn. Lekarz-ginekolog. Wspomnienie pośmiertne..., op. cit., s. 49. Motyw braku miejsc na warszawskich koloniach dla żydowskich dzieci i determinacji rodziców, by dziecko na kolonie mimo to wysłać pojawia się też w powieści Janusza Korczaka, Mośki, Joski i Srule, wyd. III, Wydawnictwo J. Mortkowicza, Warszawa 1934, s. 4. 

[45] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonji Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie Wydziału z czynności w roku 1930..., op. cit., s. 6. 

[46] Na przykład w 1929 r. z opłaty zwolnionych zostało 52% dzieci, zob. Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 23. a w 1930 r. 29% dzieci. Wysokość opłaty była każdorazowo zależna od stanu materialnego rodziny, co sprawdzano podczas wywiadów środowiskowych, zob. Towarzystwo Rabczańskiej Kolonji Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie Wydziału z czynności w roku 1930..., op. cit., s. 8. 

[47] Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia..., op. cit., s. 3. 

[48] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 22. 

[49] Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia..., op. cit., s. 8. 

[50] Ibid., s. 3. Zob. też Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (AŻIH), Żydowskie Stowarzyszenia Krakowskie (Stow. Krak.), syg. 66 (List z 22 VI 1919 r. w sprawie organizacji kolonii dla dzieci lwowskich). 

[51] W taki sposób cele te ujmował statut towarzystwa z 1911 r.: „Celem Stowarzyszenia jest bezpłatne utrzymanie dzieci wyznania mojżeszowego w Krakowie, na leczeniu przez odpowiedni przeciąg czasu w Rabce i zapewnienie im przez ten czas odpowiedniego leczenia i opieki”. Statut z 1938 r. stanowił, że „Celem Towarzystwa jest leczenie we własnym Zakładzie w Rabce chorych, niezamożnych dzieci żydowskich, uczęszczających do szkół powszechnych, tudzież zapewnienie im przez czas pobytu w Zakładzie odpowiedniego pomieszczenia i utrzymania pod należytą opieką”, zob. ANKr, StGr, syg. 246. 

[52] Ibid., s. 8; Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 17. Lang był równolegle lekarzem ordynującym na kolonii dla dzieci chrześcijańskich im. św. Józefa, zob. Kronika 25-letnia kolonii leczniczej pod wezwaniem św. Józefa w Rabce 1887-1911, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1912, s. 36. 

[53] Możemy się domyślać, że chodziło o Olgę Horoszkiewiczową z domu Rubin (1886-1942), lekarkę pediatrę, urodzoną i wykształconą w Krakowie. W latach 20. XX w. Horoszkiewiczowa kierowała opieką zdrowotną nad dziećmi w żłobkach i przedszkolach przy poznańskich fabrykach, od 1940 działała w Rabie Wyżnej, gdzie leczyła góralskie dzieci. Więcej zob. L. Krakowiecka, Horoszkiewiczowa z Rubinów Olga, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. X, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków, s. 12-13. 

[54] Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia..., op. cit., s. 8. 

[55] Bibliotekę założono z inicjatywy członka zarządu kolonii, A. Merza, a następnie dzięki pomysłowi członkini zarządu, Lidii Allerhandowej, otwarto ją dla innych kuracjuszy przebywających w Rabce i przekształcono w nowoczesną wypożyczalnię. Została ona umieszczona w willi „Zorza”, a płynące z niej dochody przeznaczono na działalność Towarzystwa kolonii. Już w pierwszym roku istnienia biblioteki liczyła ona 1500 dzieł (beletrystycznych i naukowych) w kilku językach, które zostały zebrane głównie przez kobiety działające w zarządzie Towarzystwa kolonii. Zarząd Towarzystwa deklarował, że dzięki działalności biblioteki „Kolonja nasza nie tylko przywraca zdrowie fizyczne powierzonej jej pieczy dziatwie, ale zarazem staje się w Rabce ważnym czynnikiem kultury, niosąc kaganiec oświaty, zwłaszcza w liczne rzesze kuracjuszy żydowskich”, zob. Kolonia Rabczańska jako czynnik oświatowy, [w:] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 36. 

[56] Warto zaznaczyć, że przebieg dnia z uwzględnieniem posiłków i poszczególnych zajęć (gry i zabawy, kąpiele) został dobrze udokumentowany fotograficznie. Zdjęcia te zostały wydrukowane w sprawozdaniach z działalności Towarzystwa kolonii – zob. Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit.; Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia..., op. cit. 

[57] Sposób żywienia – zarówno skład jak i pory posiłków – nie odbiegał od innych kolonii dla dzieci. W jednym ze sprawozdań przedrukowano typowe menu, ibid., s. 12. Według relacji gościa kolonii posiłki były smaczne i sute, a dzieciom chętnie dawano dokładki, zob. AŻIH, Stow. Krak, syg. 66. 

[58] Szczegółowy rozkład dnia wydrukowany został w sprawozdaniu jubileuszowym Towarzystwa kolonii, zob. Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia..., op. cit. Należy zaznaczyć, że niemal identyczny układ dnia obowiązywał w tym okresie na koloniach dla dzieci chrześcijańskich, zob. A. Haratyk, Udział społeczeństwa galicyjskiego w opiece nad dziećmi ubogimi i osieroconymi (1867-1914)..., op. cit., s. 217. 

[59] Helena G., Wrażenia z pobytu w kolonji, [w:] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 27. 

[60] Relacja nie jest niestety podpisana, liczący trzy strony maszynopis przechowywany jest w AŻIH, Stow. Krak., syg. 66. 

[61] Było to zauważane także przez lekarzy niezwiązanych z kolonią, np. lekarza zdrojowego Dra E. Stupińskiego, który pisał, że rabczańskie kolonie dla dzieci (chrześcijańska i żydowska) przynoszą bardzo korzystne wyniki leczenia mimo iż „z natury rzeczy gromadzą się w nich dzieci ze sfer najbiedniejszych, pod względem zdrowia najbardziej zaniedbane”, zob. Roczne sprawozdanie zdrojowiska Rabka za rok 1911 podał Dr E. Stupiński, lekarz zdrojowy, Drukarnia Narodowa, Kraków 1911, s. 11. 

[62] Takie liczby podaje N. Lilien, op.cit. W sprawozdaniach za poszczególne lata każdorazowo podawano szczegółowe statystyki dotyczące wagi dzieci. 

[63] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki..., op. cit., s. 18. 

[64] Zob. Od byłego kolonisty słów kilkoro, [w:] Ibid., s. 25. 

[65] Jego działalność została stosunkowo szczegółowo omówiona w: K. Badziak i J. Walicki, Żydowskie organizacje społeczne w Łodzi (do 1939 r.), Wydawnictwo Ibidem, Łódź 2002, s. 200–205. 

[66] J. Walicki, Ruch syjonistyczny w Polsce w latach 1926-1930, Ibidem, Łódź 2005, s. 470; I. Einhorn, Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce w latach 1921-1950, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2008, s. 98–99. 

[67] Przegląd tych inicjatyw na tle dobroczynności skierowanej do dzieci żydowskich, zob. S. Martin, „Future Generations: Associations for Jewish Children in Kraków 1918-1945,” op. cit. Warto dodać, że w tym okresie rozwijały także intensywnie kolonie dla dzieci chrześcijańskich. Już przed 1914 r. działało w Krakowie pięć instytucji organizujących takie kolonie, zob. Krakowskie zakłady poświęcone ochronie dzieci. Sprawozdanie biura centralnego Związku Okręgowego Stowarzyszeń, Zakładów i Instytucyi, poświęconych Ochronie dzieci w Krakowie, o stanie i działalności zakładów dobroczynno-wychowawczych, istniejących w Krakowie i okolicy, Drukarnia “Głosu Narodu,” Kraków 1915, s. 38n. 

[68] Towarzystwo to nie doczekało się szerszego opracowania, jednak bardzo dużo na temat jego działalności dowiadujemy się z dokumentów przechowywanych w Żydowskim Instytucie Historycznym, zob. AŻIH, Stow. Krak, syg. 56-60. 

[69] „TOZ” oddział w Krakowie. Sprawozdanie za czas od 1. kwietnia 1937 do 31 marca 1938 r. (rzut oka na działalność w okresie pierwszego dziesięciolecia 1927-37), Drukarnia „Renaissance”, Kraków 1938, s. 5. Więcej o półkoloniach w Cichym Kąciku i instytucjach wysyłających tam dzieci, zob. S. Martin, op. cit., s. 308–309. 

[70] Kolonie te odbyły się w Bańskiej Niżnej, Rabie Niżnej, Zawoi i Szaflarach, zob. Bursa sierót żydowskich przy stow. ręk. żyd. „Szomer Umonim” w Krakowie. Sprawozdanie z letniej kolonii wypoczynkowej w Szaflarach obok Nowego Targu w lipcu 1936 r., Drukarnia Narodowa, Kraków b.d., s. 5. 

[71] Zob. S. Piech, W cieniu kościołów i synagog: życie religijne międzywojennego Krakowa 1918-1939, Wydawnictwo i drukarnia Secesja, Kraków 1999, s. 322–323. 

[72] ANKr, StGr, syg. 66, 246. 

[73] Towarzystwo Rabczańskiej Kolonji Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie Wydziału z czynności w roku 1930..., op. cit., s. 17.

BIBLIOGRAFIA

ŹRÓDŁA

- dokumenty archiwalne:

Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (AŻIH), zespół Żydowskie Stowarzyszenia Krakowskie (Stow. Krak.), syg. 66

Archiwum Narodowe w Krakowie (ANKr), zespół Starostwo Grodzkie w Krakowie (StGr), syg. 66, 246.

- źródła drukowane: 

Bursa sierót żydowskich przy stow. ręk. żyd. „Szomer Umonim” w Krakowie. Sprawozdanie z letniej kolonii wypoczynkowej w Szaflarach obok Nowego Targu w lipcu 1936 r., Drukarnia Narodowa, Kraków b.d.

Cybulski T., Praktyczne uwagi o leczeniu w Rabce, „Polska Gazeta Lekarska,” 1939, t.XVIII, nr 23–24.

Kopff L., Rabka. Najsilniejsza solanka jodo-bromowa w Galicyi. Sprawozdanie z roku 1882, Druk. W. Korneckiego, Kraków 1883.

Korczak J., Mośki, Joski i Srule, wyd. III, Wydawnictwo J. Mortkowicza, Warszawa 1934.

Krakowskie zakłady poświęcone ochronie dzieci. Sprawozdanie biura centralnego Związku Okręgowego Stowarzyszeń, Zakładów i Instytucyi, poświęconych Ochronie dzieci w Krakowie, o stanie i działalności zakładów dobroczynno-wychowawczych, istniejących w Krakowie, Drukarnia „Głosu Narodu”, Kraków 1915.

Kronika 25-letnia kolonii leczniczej pod wezwaniem św. Józefa w Rabce 1887-1911, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1912.

Lista Gości przybyłych do Zakładu zdrojowego w Rabce od 1go do 31go Lipca 1893, Drukarnia Fr. Foltyna, Wadowice bd

II Lista Gości przybyłych do Zakładu kąpielowego w Rabce od dnia 20 czerwca do 10 lipca 1897 roku, Drukarnia Związkowa, Kraków bd

Roczne sprawozdanie zdrojowiska Rabka za rok 1911 podał Dr E. Stupiński, lekarz zdrojowy, Drukarnia Narodowa, Kraków 1911.

Spitzer S., Dr Maksymilian Kohn. Lekarz-ginekolog. Wspomnienie pośmiertne, Nakładem autora - drukiem Józefa Fischera, Kraków 1903.

Sprawozdanie Towarzystwa Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej im. Marii Fraenklowej w Krakowie z okazji pięćdziesięciolecia istnienia, Kraków 1939.

Sprawozdanie Wydziału i Zarządu Kolonii Rabczańskiej z czynności za lata 1912 i 1913, Drukiem M. Lenkowicza, Kraków 1914.

Towarzystwo Rabczańskiej Kolonii Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie jubileuszowe z powodu 40-tej wysyłki dziatwy do Rabki, Drukarnia Narodowa, Kraków 1929.

Towarzystwo Rabczańskiej Kolonji Leczniczej dla żydowskiej dziatwy szkolnej w Krakowie. Sprawozdanie Wydziału z czynności w roku 1930, Odbito w Drukarni „Monopol”, Kraków 1931.

Pamięci Marji Fraenklowej, Drukarnia „Monopol”, Kraków 1932.

Towarzystwo Rabczańskiej Kolonji Leczniczej dla żyd. dziatwy szkolnej im. Marji Fraenklowej w Krakowie. Sprawozdanie Wydziału z czynności w XLIII roku zawiadowczym 1932, Drukarnia „Renaissance”, Kraków 1933.

„TOZ” oddział w Krakowie. Sprawozdanie za czas od 1. kwietnia 1937 do 31 marca 1938 r. (rzut oka na działalność w okresie pierwszego dziesięciolecia 1927-37), Drukarnia „Renaissance”, Kraków 1938.

- prasa:

„Nowa Reforma”

„Nowy Dziennik”

„Ojczyzna. Organ Towarzystwa Przymierze Braci Agudas Achim”

„Przegląd Zdrojowy i Turystyczny”

OPRACOWANIA


Badziak K., i Walicki J., Żydowskie organizacje społeczne w Łodzi (do 1939 r.), Wydawnictwo Ibidem, Łódź 2002.

Dolata E., Kolonie lecznicze jako jedna z form opieki nad dzieckiem chorym w Galicji na przełomie XIX i XX w., [w:] Pedagogika opiekuńcza wobec współczesnej orientacji filozoficznej i praktyki pedagogicznej, t. I, red. J. Sowa i D. Pstrąg, Centrum Doskonalenia Pedagogicznego, Rzeszów 1999, s. 150–157.

Einhorn I., Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce w latach 1921-1950, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2008. 

Haratyk A., Udział społeczeństwa galicyjskiego w opiece nad dziećmi ubogimi i osieroconymi (1867-1914), Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2007.

———, Galicyjskie kolonie lecznicze dla dzieci jako forma profilaktyki zdrowotnej, „Acta Universitatis Nicolai Copernici. Nauki Humanistyczno-Społeczne/ Pedagogika,” 2009, t.392, s. 79–94.

Kowalczyk K., Moskal G., Rapta M., i Szlaga J., Rabka Juliana Zubrzyckiego, Wydawnictwo „Zachylina”, Rabka Zdrój 2012.

Kozłowska M., „In Sunshine and Joy”? The Story of Medem Sanatorium in Miedzeszyn, „East European Politics and Societies and Cultures,” 2013, t. 28, nr 1, s. 49–62.

Krakowianie. Wybitni Żydzi krakowscy XIV-XX w., Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Kraków 2006.

Krakowiecka L., Horoszkiewiczowa z Rubinów Olga, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. X, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków, s. 12-13

Łożańska T., Kolonie letnie początkiem lecznictwa profilaktycznego dzieci w Rymanowie Zdroju, „Rocznik Rymanowa Zdroju”, 1998, t. III, s. 71–75.

Martin S., Future Generations: Associations for Jewish Children in Kraków 1918-1945, [w:] Polin. Studies in Polish Jewry, vol. 23: Jews in Kraków, red. M. Galas i A. Polonsky, Littman Library of Jewish Civilization, Oxford, Portland OR 2011, s. 291–319. 

Maślak-Maciejewska A., Z dziejów judaizmu w XIX-wiecznym Krakowie – tożsamość, poglądy religijne i instytucje środowiska Żydów postępowych. Praca doktorska, Uniwersytet Jagielloński. Wydział Historyczny, Kraków 2015.

Nowicka-Kopaczowa H., Właściwości lecznicze Rabki i ich zastosowanie w chorobach dzieci, „Polska Gazeta Lekarska,” 1936, t. XV, nr 21.

Piech S., W cieniu kościołów i synagog: życie religijne międzywojennego Krakowa 1918-1939, Wydawnictwo i drukarnia Secesja, Kraków 1999.

Prokop-Janiec E., Pedagogika integracji po krakowsku. Przypadek Salomona Spitzera, [w:] Eadem, Pogranicze polsko-żydowskie. Topografie i teksty, Kraków 2013, s. 155-168.

Samsonowska K., Spitzer Salomon, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. XLI, Warszawa-Kraków 2002, s. 129-131.

Walicki J., Ruch syjonistyczny w Polsce w latach 1926-1930, Ibidem, Łódź 2005.

Żbikowski A., Żydzi krakowscy i ich gmina w latach 1869-1919, Wydawnictwo DiG, Warszawa 1994.

czwartek, 3 stycznia 2019

Trzej Królowie

Obserwując wzrastające z roku na rok zainteresowanie mieszkańców, a także gości przyjezdnych, orszakiem Trzech Króli, który od kilku już lat organizowany jest w naszym mieście, chcemy dziś czytelnikom przybliżyć sylwetki tych, którzy temu orszakowi patronują.

Poniższy artykuł, zawarty w czasopiśmie Gość Świąteczny z 01.01.1916 roku, nie zawiera może danych czysto encyklopedycznych, ale pozwala na wyrobienie indywidualnego poglądu na samo święto Trzech Króli, jak i postacie Mędrców.

Pokłon Trzech Króli.
Rycina z zasobów Biblioteki Cyfrowej Polona.

Trzej Królowie


Uroczyście obchodzone w Kościele Katolickim święto Trzech Króli przenosi myśli nasze w odległe strony, których rzadko stopa europejczyka dotyka; w bezbrzeżne pustynie Arabii, gdzie wśród żółtych piasków pojawiają się tu i ówdzie, jak zielone wyspy, cieniste oazy, pokryte soczystą trawą i obciążonemi owocem daktylowemi palmami, jak również dalej nad brzegi Czerwonego Morza, do tak zwanej Arabii szczęśliwej.

Podług ogólnego mniemania, „Trzej Mędrcy ze Wschodu” przybyli z Arabii, stosownie do słów Pisma św.: „Królowie z Arabii dary swoje złożą.” I prorok Izajasz także przepowiedział, że przybędą mężowie z Madyanickiej ziemi na wielbłądach, aby hołd złożyć Mesyaszowi.

niedziela, 23 grudnia 2018

Boże Narodzenie w Rabce i okolicy

Na scynście, na zdrowie, na to Boze Narodzynie,
Coby sie wom dażylo, mnożylo syćko boskie stworzynie!
Coby sie wom darzyły kury cubate, gęsi siodłate

Cobyście mieli telo wołków, kielo w dachu kołków
Telo cielicek kielo w lesie jedlicek
Telo łowiecek kielo mak mo ziorecek
Telo krów kielo w sąsieku plów

Coby sie wom darzyły konie z biołymi nogami
Cobyście orali śtyroma pługami
Jak nie śtyroma – to trzoma
Jak nie trzoma – to dwoma
Jak nie dwoma – to jednym
Ale co godnym!

Siyngnijcie do pieca – wyjmijcie kołoca
Siyngnijcie do skrzynie – wyjmijcie pół świnie
Siyngnijcie na wyzke – wyjmijcie masła łyzke
Piekliście, kłóliście – kolyndnikom daliście

Coby sie wom darzyły dzieci – kielo przy piecu śmieci
W kozdym kątku po dzieciątku, a na pościeli troje
Ino cobyście nie pedzieli, ze to ftore moje!

Na scynście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok!
Coby wom wypod z pieca bok!
Coby wom z pieca wypadła ruła!
Coby wom gaździno zhrubła!

Coby wom nicego nie chybiało
Z roku na rok przybywało
A do reśty – cobyście byli scynśliwi i weseli
Z okazji świąt Bożego Narodzenia, składamy wszystkim naszym sympatykom i ich rodzinom serdeczne życzenia, do których dołączamy opis zwyczajów bożonarodzeniowych, zawartych w czasopiśmie Organu Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie pt. Lud, z 1904 roku, tom X, zeszyt 1, pod redakcją K. Potkańskiego i S. Udzieli.

Kościół w Rabce zimą.
Źródło: Nowiny Codzienne, nr 1, 1939 r.

BOŻE NARODZENIE

w Rabce i w okolicy (w powiecie myślenickim)

opisał

Józef Cieplik


Wilia. Wieczorem we wigilię Bożego Narodzenia przygotowują stół, na którym mają spożyć wieczerzę zwaną „wilią”. Nakrywają go w tym celu sianem w dość grubej warstwie, a następnie białym świeżym obrusem: pod nim na rogu stołu kładą chleb, wyrobu własnego. Zanim przystąpią do „wilii”, klękają wszyscy i modlą się, dziękując Bogu za szczęśliwie przebyty rok. Następnie zasiadają do stołu, wedle starszeństwa i łamiąc się opłatkiem (zaczyna ojciec), składają sobie wzajemnie życzenia szczęścia, zdrowia i pomyślności, a przedewszystkiem, aby wszyscy , jak siedzą przy wilii, doczekać mogli tej uroczystej chwili następnego roku. Czasem smarują opłatki miodem lub częściej rozczynem miodu z wodą.